Blog
Godność Ojca
lechg
lechg Jestem ojcem. bronię rodziny.
0 obserwujących 68 notek 37472 odsłony
lechg, 4 października 2015 r.

Państwo prawa nie istnieje

1070 3 0 A A A

Kiedy ruszał proces karny, w którym miałem stanąć przed skierniewickim sądem w charakterze oskarżonego przez MOPR o znieważenie funkcjonariusza, fizyczne i słowne; moja sytuacja zaczynała się względnie poprawiać. Groźba Jarosława Rosłona, że wtrąci mnie i moją żonę na wiele lat do więzienia na podstawie ustawy o przemocy w rodzinie, stawała się mało realna. To samo dotyczyło groźby konfiskaty naszych dzieci. Mogliśmy więc trochę odetchnąć... Zaczynałem znów wierzyć w ludzką sprawiedliwość.

Wówczas minęło ponad pół roku od dnia, w którym ten pozbawiony skrupułów watażka, wraz z towarzyszącą mu Justyną Gajewską bezprawnie wtargnęli do naszego mieszkania zmieniając w piekło szczęśliwe do tej pory życie mojej rodziny. Przez ten czas, cierpliwością, pokorą i ciężką pracą udało się oczyścić naszą rodzinę z brudu złośliwych pomówień rozsiewanych przez MOPR w środowisku, odzyskać dobre imię wśród najbliższych sąsiadów i wzmocnić się wewnętrznie. Udało się ocalić dzieci przed konfiskatą i co równie ważne, uchronić ich zdrowie psychiczne od negatywnego wpływu skutków brutalnej agresji MOPR. Kto przez takie doświadczenie nie przeszedł, ma małe szanse zrozumieć o czym mówię. Nie jest łatwo chronić kilkuletnie dzieci od koszmarów i demonów, które nagle, z niezrozumiałych powodów zaatakowały życie ich rodziny, które bezczelnie wciskają się drzwiami i oknami, wyskakują spod łóżka, ze szkolnej ławy, z szafy lub wentylacyjnej kratki w łazience...

Jak odpowiadać na pełne niepokoju pytania dzieci, które muszą się w takich sytuacjach prędzej czy później pojawiać?

Trzeba wiele empatii aby wiedzieć ile nas kosztowało pracy i czasu odbudowanie poczucia bezpieczeństwa w rodzinie.

Naszą sytuację znakomicie poprawiły uczciwe i obiektywne raporty kuratorów, co miesiąc dostarczane sądowi rodzinnemu, oraz ekspertyza biegłego psychologa, a nawet wywiady środowiskowe przeprowadzone przez innych, niestronniczych pracowników MOPR-u. Dokumenty te przedstawiły naszą rodzinę jako wzorową pod każdym względem, zadając kłam bezpodstawnym oskarżeniom wciąż podtrzymywanym przez Jarosława Rosłona i jego przełożoną Janinę Wawrzyniak.

Proces przed sądem rodzinnym, gdzie byliśmy kłamliwie oskarżeni o bicie i znęcanie się nad dziećmi zmierzał do finału. Udało się w nim obalić wszystkie szalbierstwa i matactwa, których dopuścił się MOPR żeby nas pogrążyć. Świadkowie przedstawieni przez MOPR okazali się, oględnie mówiąc, niewiarygodni, ich zeznania wzajemnie sprzeczne, niezgodne z rzeczywistością i oparte na subiektywnych projekcjach – nie koniecznie własnych. Zeznania zaś samego Jarosława Rosłona wskazywały, że jest to osobnik niezrównoważony emocjonalnie, skłonny do konfabulacji, niekompetentny i zdemoralizowany. Jego nagminne próby odwracania uwagi sądu od braku dowodów poprzez wygłaszanie demagogicznych deklaracji o tzw „dobru dziecka” wzbudziło niesmak chyba nawet prokuratora.

Uznaliśmy więc z żoną, że najgorsze za nami. Wierzyliśmy, że fakt, iż w sądzie rodzinnym obalone zostały kłamstwa MOPR-u dotyczące oskarżeń stosowania przemocy w rodzinie, radykalnie wpłynie na ocenę przez sąd karny kłamstw i matactw MOPR-u dotyczących rzekomego stosowania przemocy wobec jego funkcjonariusza.

Tym niemniej w miarę zbliżania się pierwszego terminu sprawy karnej, odczuwałem coraz większy niepokój. Jakby przeczucie wielkiej katastrofy... Zupełnie jakby jakiś wewnętrzny głos ostrzegał mnie, że na procesie karnym wydarzy się coś bardzo złego, coś wołającego wręcz o pomstę do nieba. Wierzę w swego anioła stróża i dziś sądzę, że to była jego sprawka, że to on dawał mi wówczas znać o nasilających się zakusach szatana.

Wówczas jednak próbowałem zracjonalizować owo zaniepokojenie faktem, że w miarę poznawania kolejnych okoliczności sprawy ujawniało się coraz więcej przesłanek uprawdopodabniających hipotezę, iż staliśmy się ofiarą ludzkiej zmowy. Co prawda zasięg i cele tej hipotetycznej zmowy były wiąż przed nami zakryte, ale nikt uczciwy już nie mógł mieć wątpliwości, że ludzie którzy biorą udział w tych oskarżeniach, lub świadczą przeciw nam są ze sobą powiązani i w jakimś stopniu uzgadniają swe zeznania i działania, oraz że część tych aktów ma charakter przestępczy. Pozostawało tylko pytanie o stopień zorganizowania tej operacji.

Kiedy wpadłem na pomysł, żeby zapewnić sobie na procesie udział osób zaufania niepokój mój zmalał.

Oczywiście wystąpiłem też o przyznanie adwokata z urzędu, a kiedy mi go przyznano poprosiłem, żeby była to ta sama pani mecenas, która prowadzi już sprawę rodzinną. Zna temat więc nie będzie tracić czasu na ponowne poznawanie wszystkich niuansów. Pani mecenas trochę żartowała z mojego zaniepokojenia. Uważała, że uniewinnienie mnie jest pewne, gdyż sąd ma sytuację zwaną przez prawników: „słowo przeciw słowu”, że w takiej sytuacji nie da się uniknąć wątpliwości, a wątpliwości jak wiadomo sąd ma obowiązek (prawny i moralny) rozstrzygać na korzyść oskarżonego! Nie ma żadnych innych dowodów potwierdzających zarzuty MOPR-u. Rzekoma napaść miała miejsce na terenie prywatnego mieszkania a nie gdzieś na ulicy. W tym mieszkaniu funkcjonariusze MOPR-u nie mieli powodu i prawa przebywać. Relacja J Rosłona i J Gajewskiej z przebiegu wydarzeń ma wiele nieścisłości i elementów wzajemnie się wykluczających. Powinno to wzbudzić wątpliwości sądu. Ponadto pani mecenas obiecała mi, że kiedy na rozprawie weźmie te MOPR-yszki w krzyżowy ogień pytań to z ich legendy nie zostanie kamień na kamieniu.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Uwaga! Zmieniliśmy sposób komentowania, ale nadal możesz przeczytać stare komentarze do tego wpisu.

Zobacz komentarze
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jan Paweł II obiecał, że Bóg nigdy nie obarczy nas ciężarami których nie będziemy w stanie unieść. Przyjmuję je i niosę zdziwiony, że jeszcze daję radę. Miesiąc temu, tydzień temu gdybym wiedział ile mi ich jeszcze przybędzie, nie uwierzyłbym że dam radę. Co będę myślał za tydzień? Ja bym raczej rozwinął myśl (obietnicę) JP2 twierdzeniem, że Bóg nigdy nie robi nam dowcipów, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Bóg ma wielkie poczucie humoru. Codziennie tego doświadczam. Niedawno na przykład postawił na mej drodze młodzieńca z biblią pod pachą, który zapytał czy jestem szczęśliwy? Szczęście? Dawno o nim nie myślałem. Tak Z pewnością jestem. Mimo wszystkie ciężary.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Tagi

Tematy w dziale Polityka